To pytanie wydaje mi się ryzykowne. Mimo to chcę podzielić się jego ciężarem.
Rodzic szuka terapeuty karmienia, licząc, że pomoże dziecku jeść. Terapeuta mierzy się z oczekiwaniami, którym trudno sprostać.
Pojawia się frustracja i bezradność.
Żeby jedzenie mogło się wydarzyć, potrzebna jest gotowość organizmu, umiejętności sensomotoryczne i poczucie bezpieczeństwa. Znaczenie mają relacja z osobą karmiącą, wcześniejsze doświadczenia dziecka i rodziny oraz środowisko.
Jak połączyć te obszary? Czy może to zrobić jedna osoba?
Lekarz, dietetyk, logopeda, terapeuta SI, psycholog, psychoterapeuta. Samo zestawienie wielu oddziaływań nie oznacza jeszcze spójnej pomocy.
Kto ustala priorytety? Jak nie zgubić doświadczenia dziecka i rodziny?
Wielu terapeutów pracuje na styku różnych dziedzin i staje się nieformalnymi koordynatorami procesu.
Bycie w roli „Naprawiacza Karmienia” jest bardzo obciążające. Sama nazwa może budzić oczekiwanie, że terapeuta naprawi jedzenie dziecka.
Tylko co dokładnie miałoby zostać naprawione? Funkcjonowanie organizmu? Bezpieczeństwo połykania? Umiejętności oralne? Przetwarzanie bodźców? Lęk i wcześniejsze trudne doświadczenia? Relacje? Nieświadome konflikty psychiczne? A może kilka z tych rzeczy jednocześnie?
Być może warto zatrzymać się przy samej nazwie.
Co określenie "terapia karmienia" robi z myśleniem rodziców i dziecka? Co robi z myśleniem terapeutów? Jakie oczekiwania uruchamia? W odniesieniu do anoreksji czy bulimii częściej używamy określeń „leczenie zaburzeń odżywiania” lub „terapia zaburzeń odżywiania”. Psychoterapia ma tam swoje miejsce, podobnie jak dietetyka i opieka lekarska, ale zwykle nie oczekuje się, że jedna osoba naprawi jedzenie.
Dlatego coraz częściej zastanawiam się, czym jest terapia karmienia i co dzieje się z rodzicem oraz terapeutą, gdy ktoś ma „naprawić” jedzenie dziecka.
Nie mam odpowiedzi 😊
Ale dużo o tym myślę i rozmawiam, szczególnie z dziewczynami z KREBS
Dajcie znać co uważacie na moim Facebooku





